| O mnie |
 |
| Cherris |
25 ,
Białystok |
| Wredna, ale kochana baba, z wiśniowym aromatem lata. |
| W kilku się nie da. |
| Zobacz mój profil |
|

Pod obrazkiem piosenka :)
|
|
|
2009-11-13
starość, nie radość...
|
Byłam ostatnio w odwiedzinach u mojej dawno niewidzianej koleżanki ze studiów, zwanej przeze mnie pieszczotliwie Brzydalem. Nagadałyśmy się tyle, że język nam obu stawał kołem. Ech... piękne to były czasy, gdy piliśmy piwo na uczelnienym poddaszu siedząc w dziekańskich fotelach, które nie jedną ważną dupę na sobie nosiły. Co śmieszniejsze nikt o nas na poddaszu nie wiedział, tylko panie z dziekanatu, ale te akurat były do nas przekonane, no bo jak tu takich wesołków i jajcarzy nie lubić?
Póki sie z Julką nie zobaczyłam, to nie miałam pojęcia, że tak mi brakowało wykręconej rozmowy o literaturze i dupie Maryni, o ambiwalecjach i intelligibalnościach, oraz innych takich potworkach. Całość okraszona zdrowym śmiechem z własnej głupoty. Chyba trzeba będzie częściej wspominać nasze śpiewy i granie na gitarze w punkcie ksero w centralnym miejscu na uczelni, oraz to picie wódki w pakru z okazji gorszego dnia, a potem odpowiedzi z gramatyki opisowej przy tablicy, w lekkim stanie nieważkości. Kurna, jak ja kocham tego Brzydala. Kiedyś o niej napiszę więcej, bo tak ciekawego człowieka ze świeczką szukać.
To tymczasem borem lasem!- Cherris
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
4
|
|
2009-11-11
nie możesz pokonać wroga? czas sie z nim zaprzyjaźnić!
|
W kościach trzeszczy, w stawach piszczy, coś po głowie się drepcze i w uszach strzyka, że idą zmiany i nieuchronnie coś się kończy. Smieszna sprawa. Boję się wszelkich zmian, ale bez nich świruję, a mało tego, nigdy nie chodze w wodzie po kostki, a wskakuję od razu po szyję. Nic na pół gwizdka. Jak się zaangażuję, to nie ma bata! Do czasu kiedy mi nie przejdzie, to biegam z pomysłem jak z biegunką, bo normalnie muszę, inaczej się uduszę. Tak jest tym razem, ale tez musze przyznać, że nieco inaczej.
Oczywiście nikogo ze stałych czytaczy nie dziwi, że wpadłam na kolejny genialny pomysl, który w ciągu pół roku ewoluował, przepotwarzał się i przepokraczał oraz przechodził przez różne dziekie fazy. Czuję, że nieuchronnie idzie czas na realiację planów. I bardzo dobrze, bo ze wszystkich genialnych pomysłów czas na selektywne i konsekwentne ich realizowanie. Tak... ja i konsekwencja nie występujemy razem w zdaniu, ale liczę na pana Ka, że to właśnie jego pierwiastek konsekwentności i cierpliwości da mi siłę. Więcj nic nie zdradzę, póki nie wyjdzie. Zabobonna nie jestem, czarnych kotów nie zabijam, ale nie powiem, żeby nie zapeszyć. Wszak zmiany przyjdą wraz z Nowym Rokiem, który oby był lepszy od tego.
Popadlam w jesienną melancholię. Pogoda mnie dobija, tymczasowe chorowanie mnie zabija, czosnek osłabia, itd. Nawet nie chce mi się nic piec, a miałam w planach bułeczki drożdżowe i dupa! Nie ma słońca, nie ma bułek. Będzie słońce, to bułek dalej nie będzie, bo ja będę pewnie w trasie. Ha! Ale kiedy to słoneczko wylezie? wspominałam już, że nie znoszę listopada? No to właśnie: nie znoszę listopada. Zatem postanowilam się z nim zaprzyjaźnić, wszak trwa niedługo, zaraz się skończy, a potem tylko wiosna. W ramach oswajania się melancholią, wprowadzam się w stany nieważkości muzycznej słuchając muzyki z Siesty Trójkowej.
Pozdrawiam listopadowo- Cherris z nutka melancholii (która jest jak grypa, wkrótce przejdzie)
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
0
|
|
2009-11-09
co ma piernik do wiatraka.
|
Zdarzyło mi się oglądać filmiki z występów uczestników "Mam talent". Nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie porywało ichne wyczyny. Ja tak nie umiem, ale miło, ze inni mają takie talenta i potrafią. Bracia kastraci śpiewali Lacrimosę Preisnera. Niby w porządku, ale... czegoś mi tu brakowało, może szczególnie przekonania do tego wykonania. Do eunuchów nic nie mam, ale niechże wlożą trochę serca w utwór! Czepiam się? No może trochę, ale tak pro forma, po to, bym nie spotkała się z zarzutami, że łykam każdą papkę co mi podadzą jak kaczka. Nieco krytycyzmu się przydaje, w końcu nie jestem dr. Zosią i nie muszę z zachwytem mówić o wszystkim co widzę.
Wracając do "Lacrimosy", to utwór jest częścią całego cyklu "Requiem dla mojego przyjaciela" skomponowanego przez Zbigniewa Preisnera po śmierci Kieślowskiego. Zostal wydany w 1998 roku razem z utworami, które miały być muzyką do wspólnego przedsięwzięcia Kieślowskiego i Preisnera. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że pomimo swojej całej durnowatości, swego czasu pożyczyłam sobie tę kasetę od mojego brata i już nigdy mu jej nie oddałam. Wchłaniałam tę muzykę ciałem, duszą, a szczególnie sercem. Tak, ja dziwucha w wieku licealnym, zachwycająca się rockiem, zachwyciła się utworami Preisnera i tak zostało. Słysząc więc takie wykonanie "Lacrimosy", jakie zaprezentowali bracia kastraci, i dedykowanie jej w sumie dla wszystkich, więc i dla nikogo, napełniło mnie niesmakiem.
"Lacrimosa Day of Tears" brzmi bowiem tak: kajot.wrzuta.pl/audio/4AZIlT8Uz9P/zbigniew_preisner_-_lacrimosa_day_of_tears
Zaś jakby się komuś spodobało, to polecam poszukać całości albumu pod nazwą "Requiem for my friend".
Cherris- dziś nieco inaczej niż zazwyczaj. |
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
1
|
|
2009-11-08
Cherrisowe pieczonki
|
Jest weekend, czy raczej już był, w każdym razie wzięło mnie na pieczenie. Otóż upiekłam kokosanki i zagniotki glinki. O tych drugich ciasteczkach wspomnę tylko tyle, że spieprzyłam sprawę, ale się poprawię, a te pierwsze... niebo w paszczy.
Oto małe zrób to sam i nie schrzań, bo i nie ma co:
Składniki:
- 2 jajka (oddzielnie żółtka od białek)
- trochę więcej niż pół szklanki cukru pudru
- 200g wiórków kokosowych (dwa mniejsze opakowania)
i do roboty:
Z białek trzeba ubić pianę, a pod koniec ubijania dodać cukier, potem żółtka, a na koniec wiórki. Łyżką wykładać na blaszkę, a dokładnie na papier do pieczenia i sru do pieca na dziesiątek różańca, bądź jak kto woli ok. 15 min., w temperaturze ok. 200st. C. Ogólnie ciasteczka sa gotowe jak się piknie zarumienią. Ich zaletą jest to, że są chrupiące z zewnątrz, za to miękkie w środku. No chyba, że jest się chorym Panem Ka i dostaje ciasteczka na drugi dzień juz nie tak chrupiące, za to ciągle pyszne.
Smacznego!
Cherris- piekarynka
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
0
|
|
2009-11-06
geneza bóli wszelkich i wszelakich
|
Wprowadzenie do diagnozy:
Jestem przeziębiona, boli mnie głowa w okolicy zatok, zaś zaś mój wewnętrzny kaszlokrzyk daje znać, że płuca są jeszcze na miejscu, ale pewnie już niedługo... W ramach dokarmienia się witaminką C i innymi chemiami organicznymi, które powinny podnieść, wątpliwą i tak, odporność, skonsumowałam wczoraj wieczorem trzy grejfruty, pakę pierniczków (przyprawy korzenne ponoc rozgrzewają) i zapiłam wielkim kubasem Rooibosa. Wieczorem postanowiłam wziąć paracetamol na ten ból głowy. A dziś rano...
Wywiad:
Przychodzi mamusia i mówi tak: Zjadłaś wczoraj te grejfruty?
Ja: No zjadłlam.
Diagnoza:
Mamusia: Bo Ciebie to boli głowa od tych grejfrutów, bo po nich spadlo ciśnienie.
Ja: Mamo, ale to było ponad 13 godzin temu, więc nawet jakby spadło ciśnienie, to do tej pory każdy by się podniósł, nawet ono. A mnie bolą zatoki!
Mamusia: Mów co chcesz, to od ciśnienia, ja swoje wiem, a Ty nie musisz.
Leczenie:
Zalecono wypić kawę, szkoda tylko, że na bolące zatoki, to mało pomoże, ale wypiję, bo dobra kawa nie jest zła. :)
Wnioski:
Wszelkie przypadlości i bóle są spowodowane wzrostem, lub spadkiem ciśnienia. Nie jest istotne, w którym miejscu bóle się ulokowały, ale to wina ciśnienia i juz. Za wysokie ciśnienie- najeść się czosnku, za niskie- wypić kawę. Proste? Proste.
EDIT!
Mamusia rozpoczęła wielką czosnkową akcję na domową skalę pod hasłem: "Kto na Ukrainie czosnek wcina, tego grypa się nie ima!" i w ramach profilaktyki zdrowotnej każdy domownik jest raczony syropkiem z czosnku i ogólną dietą czosnkową. Nasze menu jest przyprawione również kwiecistymi przemowami o tym, jak cudowne działanie ma rzeczone warzywko. Gdyby ci wszyscy chorzy, co do Częstochowy jadą o uleczenie prosić, najedliby się czosnku, to szybko by im przeszły wszelkie dolegliwości, lub też towzrzyszom podróży przeszłaby ochota na dalsze pielgrzymowanie. Przecież to szczegół, a cud, to cud.
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
3
|
|
2009-11-04
myśli tak luźne jak gumka w za szerokiej skarpecie
|
Jeszcze się nie rozhulało, a ja "myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć..." Zimno, wieje, pada śnieg i jest pogodowo strasznie, dobrze, że kardiologicznie temperatura jest wyższa, bo bym zamarzła. Przypominałabym Kaja z "Królowej Śniegu". Wraz z nadejściem zimojesieni zaczęły się dziać jesiennozimowe rzeczy, na ten przykład wraz ze zmianą kirunku wiatru, zagrał silikon w moich oknach. Szkoda tylko, że słabo stroi, to bym miała czad harmonijkę. Nic tylko brać gitarę i przygrywać blusika do okiennej harmoszki.
Plączą mi się po głowie różne luźne, dzikie i dziwaczne myśli. Od dawna twierdzę, że moja wyobraźnia nie jest dziwką, ma tylko dziwaczne poczucie rzeczywistości i humoru. (Pewnie lepiej by to wyglądało, jakbym napisała w odwrotnej kolejności, ale czy to ważne?) Dziś sobie wyobrażałam, jak można wyobrazić wyobraźnię. Ja swoją chyba mam i jest chwilami bardzo podobna do tej z "Lustrzanej maski" (jak ktoś nie widział, to polecam do obejrzenia). Są tam śmieszne, niezwykłe stworki potworki zwane króliczkami pierdolniczkami, które wszystko przewracają, wywracają i nie zostawiają po sobie porządku. No i teraz wylazło szydło z worka, jak wielkim dziwolągiem jestem ja, ale ciiii nie mówimy o tym nikomu, bo przecież kto mnie zna nieco bliżej niż z odległości dwóch metrów, ten o tym z pewnością nie wie.
Zimno mi okrutnie, więc ide sie wygrzewać do łóżka.
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
4
|
|
2009-11-01
home! sweet home!
|
Przyjezdża Cherris z pracy do domu i co robi? No co może robić taka nieco świrnięta babka? Jak to co? Coś słodkiego do jedzenia! nie to, żeby w tygodniu nie miała dostępu do słodyczy, otóż mam, ale brakuje ochoty na pożeranie gotowych przysmaków. Zauważyłam u siebie wielki pęd do pichcenia i pieczenia, dlatego też wydumuję i wygrzebuję w sieci co raz to nowe przepisy. Prym wiodę we wszystkim co czekoladowe, albo chociaż z kakaem. Chociaż dziś prym wiódł deser serowo-pomarańczowy z czekoladą. Czy było smaczne pytajcie pana Ka. Mi smakowało, ale pewnie zupka chińska polana czekoladą też by mi smakowała, więc nie ma co sie sugerować.
Kurczaczki, może przekwalifikuję bloga na kulinarny ze specjalnością czekoladową? Chociaż ze mnie taki cukiernik, jak z koziej dupy zapalniczka. ;)
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
2
|
|
2009-10-28
wieści z trasy
|
Jesteśmy teraz gdzieś w Gdansku, a generanie cały tydzień kręcimy się po Trójmieście i okolicach. Jutro przemieszczamy się do Kwidzyna, a w piatek wieczorem wracamy do Białegostoku.
Trasa ogólnie jest bardzo fajna, bo mam z kim pogadać, pośmiać się, gra się też dobrze. Tylko po prostu dziś był groszy dzień. Grałyśmy u zakonnic, ktróre stwierdziły, ze zbyt głosno mówimy, pomimo, że cała duża sala yła upchana dziećmi. No ciekawe, kto co by słyszal, jakbyśmy mówiły ciszej. Natomiast w innym przedszkolu nie podobało się nic z przedstawienia,ani my, ani lalki, ani też scenariusz, w którym łaskawe panie nie zjarzyły o co chodzi. Tak... bo żeby złapać o co chodzi z tym, że król Michał kichał, bo był wredny i miał muchy w nosie, to wykształcenie wyższe to za mało. Ech... i nie jest ważne, że dzieciom się podobało, bo panie uznały, że było nudno i dupa blada.
Całe szczęście, że jest internet w internacie, to przynajmniej mam gdzie się wyżalić. Bo tak w ogóle, to bardzo dłuży mi się tydzien i już chcialabym wrócić do domu i do pana Ka. Następna notka będzie już pisana z domku, więc opowiem Wam co tam działo się w poprzedni piątek, a o czym miałam napisać i nie napisalam.
Pozdrawiam nadmorsko- Cherris |
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
5
|
|
2009-10-24
Jestem hartkorem!
|
Hartkor to moje drugie imię. Pierwsze nie, ponieważ nie było takiej świętej i pewnie nie będzie.
Pan dentist- sadist utwierdził mnie dziś w moim przekonaniu, ale już opowiadam jak było. Z racji, że aktualnie rzadko bywam w rodzimym mieście, a raczej bywam w nim jedynie w weekendy, to korzystając z okazji odwiedziłam pana dentista. Pan dentist jest przemiły, dowcipny i przystojny (podobny do Dżona Trwolty za młodu). Żeby zrozumieć w czym jest cała rzecz, czuję się w obowiązku oznajmić wszem i wobec, że PANICZNIE boję się borowania. Toteż wpadłam na przegenialny w swojej prostocie pomysł, żeby na fotelu umilać sobie czas i zagłuszać dźwięki wiertła, muzyką z empeczy. Jak pomysłałam, tak zrobiłam, poskutkowało tym, że im pan dentist głośniej boruje, tym ja sobie głośniej podkręcam muzę i jakoś to leci. W sumie z niewiadomych przyczyn zaczęłam leczyć zęby bez znieczulenia, wychodząc z założenia, że ból jest tylko chwilowy, a znieczulenie będzie odchodziło ze dwie godziny i tak sobie leczę ząbki od wakacji. I co się dziś okazało? Wchodzą dziewuchy do gabinetu, gdzie fotel obok leczy sobie pani dentista i od progu krzyczą o znieczulenie. Najpierw jedna, potem druga, aż ja sie pytam, czy jestem jakimś wyjątkiem, który leczy bez znieczulenia, na co pan dentist powiedzial, że tak, ale ja mam empeczy. :) Bosko! Ja- największa panikara stomatologiczna na podlasiu- leczę zęby bez znieczulenia! Świat stanął na głowie. Przy okazji miły pan zaleczył mi dziś za jednym dwugodzinnym posiedzeniem prawie wszystkie ubytki górnej szczęki i to była masakra, a dopiero wieczorem rozbolały mnie zaleczone zęby- paranoja.
Co było dalej, napiszę, albo dopiszę, kiedy indziej, bo doprawdy warto się tym podzielić. Wrażenia będą ogólnoartystyczne i zupełnie nie stomatologiczne, toteż do poczytania.
- Cherris- hartkor jek się patrzy, jak się nie widzi, to też. :D
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
4
|
|
2009-10-22
szpilki w tyłku
|
Wbić komuś szpilę nie jest trudno - wystarczy powiedzieć, że to co go wyróżnia w tłumie, to trzy podbródki. Nie chciałam być tak wyjątkową i uważam, że mam dużo więcej do zaoferowania światu, niż mój podbródek. W sumie luźno rzucone hasło jest dla mnie bardzo zastanawiające i skłania ku refleksji nad istotą relacji interpersonalnych, które chyba nie tak powinny wyglądać. Pewnie to mnie nie miało dotknąć, albo obrazić i nie dotknęło i nie obraziło- jedynie dało do myślenia.
|
|
Powiedzieli, co wiedzieli:
1
|

|
| Troszkę cyferek |
Tylu przyszło:
16628
|
Tylu nie bolały łapki:
1418
|
|
Tylu zostało na stałe i nie uważa się za idiotów:
34
|
|
Nie! dla idiotów, czyli księga skarg i wniosków.
Kulinarnie:
Majana
Dorotus
Zachciewajka
Dżonglersko:
Kuglarstwo
Inspiracja |